Wizyta studyjna w Łodzi: relacja Sabiny

Za nami kolejna wizyta studyjna - tym razem gościliśmy w Łodzi. Zdradzimy Wam, że już szykujemy następną i to będzie petarda! A póki co, tradycyjnie już przedstawiamy Wam relacje z naszych wyjazdów. Jako pierwsza głos zabierze Sabina Wacławczyk, reżyserka, artystka, aktywistka zaangażowana w porządkowanie wspólnej, publicznej przestrzeni. Zaczynamy!

Najważniejsze:

Punkty graniczne wyznaczają horyzont działalności, jednak w ramach obszaru rozciągającego się między punktami można osiągnąć wyżyny.

To podsumowanie rozmowy o powstaniu Art_Inkubatora w Łodzi, rozmowy trwającej pół dnia (dzień nazwałam ten Dniem Zazdrości) - tak szczegółowo obdarzyli nas swoją wiedzą i pasją twórcy tej placówki. Szczególna gimnastyka umysłowa, jaką trzeba trenować na potrzeby przeprowadzenia czegoś tak oczywistego jak rewitalizacja i adaptacja zabytkowej architektury oraz stworzenie instytucji kultury oburza mój zdrowy rozsądek. Podziw natomiast wzbudza twórcza adaptacja do twardej rzeczywistości - szczególnie poprzez porównanie do wielu przykładów zaniechania, kiedy to konieczność wsadzania lewej ręki do prawej kieszeni wstrzymała ratowanie zabytku lub działalność kulturalną.

Warto jeździć. Przykłady sukcesu u innych rozwijają, dają wiedzę i animują odwagę.

Myślę, że na wizytach studyjnych INKU powinno być zarezerwowane miejsce dla przedstawiciela Miasta. Wycieczka byłaby mniej wyluzowana, ale byłaby szansa na dialog o Szczecinie.

Artyście to się jednak nigdy nie dogodzi.

Żałuję, że w planowanych przez Art Inkubator działaniach animacji społecznych na ściśle określonych obszarach Łodzi nie ma miejsca dla rezydentów z innych miast. Chociażby na zasadach asystowania.

I serce mi się kraje na myśl o pięknych przestrzeniach, które nie znalazły jeszcze swojego kreatywnego animatora po to, by jednak były kipiącymi od wernisażowego życia przestrzeniami wystawienniczymi.

Durnota (wiem, określenie niepoprawne politycznie i gramatycznie) planowania przestrzennego polskich miast jest jak pływanie kajakiem po asfalcie. Trzeba i warto kontrolować działania rajców i urzędników odpowiedzialnych za durnotę. Kontrola, rozmowa i animacja, prowadzone przez ngo - jeśli przybierze formy profesjonalne, zorganizowane - prowadzi do efektywnej zmiany rzeczywistości na korzyść mieszkańców miasta.

To z kolei jedna z wielu konkluzji, które wypłynęły w Dniu Spotkań, a konkretnie podczas spotkania z nomen omen fundacją Fenomen. Wszelkie argumenty o niemożliwości przekonania władz (w sumie co to ta władza? Marsjanie? ) do swojego stanowiska wypadają z ręki po dwugodzinnej rozmowie z profesjonalnym społecznikiem z Łodzi. I jeszcze:

Potrzeby osób o obniżonej sprawności fizycznej i sposoby na zmniejszenie uciążliwości ich życia to w Polsce wciąż nieprzeczytana księga. Dla menadżerów społecznych to wielki obszar pracy i wyżycia się.

Rozmowa o tym była jak wchodzenie w fantastyczną krainę. Myślę, piękną. Myślenie o architekturze z tej perspektywy jest - wybaczcie za kicz porównania - jak bryza. Ciekawiłby mnie model wycinka przestrzeni publicznej realizujący rozwiązania dla niepełnosprawnych.

Zglęzłość i zapaździałość nie są cechami konstytuwnymi 100-letnich stowarzyszeń twórczych i ich 70-letnich prezesów.

Drugie spotkanie Dnia Spotkań uczyniło z mojej nieśmiałej propozycji współpracy między oddziałami ZPAP sprawę oczywistą. Macki działalności oddziałowej mogą mieć naprawdę spory zasięg, jeśli ma się do ludzi i życia podejście afirmatywne. Niezależnie od prac prezentowanych w galerii, a kamienicy ze smokami - warto  mijać secesyjne malowidła ścienne i gościć w łódzkiej siedzibie Związku Artystów.

Oj, może kiedyś, jak powiem, że jestem ze Związku, to zabrzmi dumnie?

Łączenie edukacji artystycznej z prezentowaniem sztuki wysokiej nie musi przybierać infantylnych, znienawidzonych przez gro profesjonalnych twórców, form warsztatów dla dzieci i emerytów.

Galeria ms2, w której w Dniu Spotkań odwiedziłam masę dobrej sztuki, jest przykładem niezwykłego szacunku, jakim obdarzono jednocześnie autorów prezentowanych dzieł i odbiorców ich sztuki, i to właśnie niekoniecznie takich odbiorców, którzy chełpią się znajomością znaczenia słów "unizm" czy "suprematyzm". Po raz kolejny (pierwszy był w Dniu Zazdrości) w Łodzi przeprowadzono dowód, że właściwe ukierunkowanie na właściwy cel może dać wyśmienite efekty. Wymaga to jednak ogromnego intelektualnego i organizacyjnego wysiłku. Umiejscawia to pieniądze we właściwym miejscu: jako środek do celu.

Unikat na miarę kraju potrafi być do przesady skromny.

Wracam do Dnia Zazdrości. Chciałabym mieć w Szczecinie willę, w której można obejrzeć dużo sztuki traktowanej z czułością. 

Autorka:
Sabina Wacławczyk tworzy zarówno w obszarze teatru jak i plastyki. Jest absolwentką Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie Filia we Wrocławiu. Ukończyła również z wynikiem celującym specjalizację kierunkową Scenografia i Kostiumy Teatralne na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu oraz Architekturę Wnętrz na Wyższej Szkole Sztuki Użytkowej w Szczecinie. Była stypendystką Progamu Erasmus na Akademii Teatralnej w Pradze. W INKU w ramach projektu "REkreacja. Profesjonalny Menedżer Społeczny" postawiła słupa Andrzeja, który swe krótkie życie oddał w służbie w obszarze miejskiej komunikacji międzyludzkiej. Zaangażowana w przywracanie ładu przestrzennego w mieście, pomysłodawczyni realizowanego ze Stowarzyszeniem Nowoczesnego i Estetycznego Szczecina konkursu na najpiękniejszą witrynę.


Komentarze