SZTUKA WSPÓŁCZESNA JEST GŁUPIA. ROZMOWA

Rozmowa z Kingą Rabińską, animatorką i organizatorką kultury, zastępcą dyrektora INKU, stypendystką Programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w ramach którego we współpracy z grupą wychowanków Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 w Szczecinie realizuje projekt sztuka kultury.

Jaka jest sztuka współczesna?

KR: Sztuka współczesna jest głupia, śmieszna, nudna, ale też zaskakująca i trudna. Tak przynajmniej twierdzą „moje” dzieciaki. Odbierają ją jako hermetyczną, wymagającą od odbiorcy przygotowania, co jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że to nie dla nich. Tak rodzą się kompleksy – one nie czują się częścią obiegu kultury, nie mają poczucia, że są do niego zaproszone. To zresztą dotyczy nie tylko tej grupy młodzieży, ale większości „zwykłych” mieszkańców i pewnie części środowiska. O tym zrobiła film Supergrupa Azorro – jego bohaterowie chodzą od muzeum do muzeum, oglądając wystawy czasem tylko przez szybę i pointując każdą: „Bardzo nam się podoba”. Trochę tak jest, że nam się często po prostu coś „bardzo podoba”, nawet gdy się nie podoba, bo brak przygotowania i kompetencji kulturowych uniemożliwiają debatę, wykluczają laicyzm.

Czy takie inicjatywy jak projekt „Monumento i Fryga są w związku z tym potrzebne?
Są bardzo potrzebne i bardzo dobrze, że się wydarzyły w naszym mieście, choć ich koniec jest smutny. Ale nie wierzę, że będzie to końcem sztuki współczesnej w przestrzeni miejskiej Szczecina w ogóle. Fryga w jakimś stopniu poruszyła naszą codzienność, choć nie można tego, co się wydarzyło nazwać debatą czy dialogiem. Ale temat został tknięty - może nie samej sztuki współczesnej, ale tego jak ją wprowadzać do przestrzeni miejskiej, jak informować społeczeństwo, jak edukować. No, i trzeba pamiętać, że początki zawsze są trudne – Joanna Rajkowska i jej Pozdrowienia z Alei Jerozolimskich w Warszawie też miały na początku pod górkę, teraz trudno sobie wyobrazić to miejsce bez palmy.

sztuka kultury z Małgorzatą Goliszewską, Wioletą Herman (opiekunka grupy z MOS) i Kingą Rabińską

Z czego wynika brak konstruktywnej dyskusji?
Sztuka współczesna nie osadza się na estetyce czy rzemiośle. Stanowi interpretację, komentarz, konstatację, sprzeciw. Często bawi się przebrzmiałymi ruchami czy manifestami. I w tym kontekście może być niezrozumiała czy nieczytelna, bo wymaga wiedzy, przygotowania do pełnego odbioru dzieła. Z drugiej strony są np. obrazy Marka Rothko, osiągające bajońskie sumy na aukcjach, a bazujące właściwie na ekspresji poprzez barwę.
Wiele też wynika z podejścia samych instytucji kultury, które są – na szczęście już coraz rzadziej – zamknięte i archaiczne. Najwięksi gracze od lat inwestują w działania edukacyjne czy animacyjne – tak dzieje się w Tate Modern w Londynie i w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. Przy projekcie sztuka kultury spotkaliśmy się z cudownym przyjęciem i wsparciem pracowników większości instytucji kultury, którzy są dowodem na to, że skorupa się kruszy. Ale doświadczyliśmy też ignorancji.

Możesz powiedzieć więcej na ten temat?
Nie chciałabym skupiać się na negatywnych, jednostkowych zachowaniach, bo w 98% przypadków spotykaliśmy cudownych ludzi dostrzegających sens w tego typu przedsięwzięciach. Powiem jedynie, że w tych 2% przypadków działania typu sztuka kultury są uznawane za mniej istotne, a ja jestem „panią od trudnej młodzieży”. Nie odbieram tego jako złe intencje. Myślę, że to wynika z niezrozumienia, że aby robić dobrą, czyli według mnie wchodzącą w dialog z odbiorcą sztukę współczesną, należy wspierać mikro działania edukacyjne, budujące szeroką publiczność zdolną do odbioru tej sztuki.

Warsztaty z Marią Stafyniak (Stowarzyszenie Oswajanie sztuki | Rezerwat Idei; fot. Kinga Rabińska)

Czyli radą dla animatorów jest nie przejmować się porażkami?
Ja tego w ogóle nie postrzegam w kategoriach porażki. Każdy ma własną historię czy priorytety, i tyle. Natomiast z punktu widzenia animatora może być to nieco demotywujące, dlatego wspólnie z dzieciakami planujemy wydanie książki podsumowującej nasze dobre i złe doświadczenia. Jej powstanie planujemy właśnie z myślą o animatorach, którzy – tak jak ja – nie mieli wcześniej doświadczeń w pracy z dziećmi zagrożonymi wykluczeniem społecznym i kulturowym.

To jak mądrze edukować?
To trudne pytanie, na które odpowiedź będzie złożona. Zupełnie pomijam szkolnictwo artystyczne. Oprócz tego pozostaje szerokie spektrum działań edukacyjnych – począwszy od edukacji nieformalnej po akcydentalną. Nie chciałabym wchodzić w szczegóły, ale przy opracowywaniu sztuki kultury kierowała mną jedna zasada: angażować uczestników jak tylko się da. Każda z osób biorących w projekcie jest tam dobrowolnie, każda opiniowała podjęte działania, więc ich kierunek kształtowały rzeczywiste potrzeby. Jednocześnie wszystkie spotkania były dla „moich” dzieciaków wyzwaniem, bo u nich na początku wyzwaniem było obejrzenie filmu z napisami.
Założyliśmy sobie też, że przestrzeń projektu to przestrzeń bezpieczna, w której można sobie pozwolić na to, by coś nie wyszło. No, i celem nie była edukacja artystyczna sama w sobie, traktowaliśmy ją jako punkt wyjścia do rozmów o życiu i możliwościach. Nie mogę nie wspomnieć ogromnym wsparciu dyrekcji Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii nr 2 i pani Wiolecie Herman, opiekunce młodzieży w tym Ośrodku, którzy zrobili wszystko, co w ich mocy, byśmy mogli „sztukę kultury” zrealizować.

Zaprosiłaś do projektu artystów i animatorów. Jak to się udało?
To było fantastyczne doświadczenie, bo oni poczuli, o co chodzi, byli bardzo autentyczni. Do tej pory pracowałam z artystami w trochę innej formie, realizując projekty edukacyjne czy artystyczne, ale raczej nie dla młodzieży. Tu wszyscy trochę eksperymentowaliśmy. Przyjęłam za zasadę, że do projektu zapraszam ludzi inspirujących, mogących pokazać dzieciakom trochę inny świat. Naszymi gośćmi były m.in. Małgorzata Golilszewska, filmowiec i autorka filmu „Ubierz mnie” czy Ada Krawczak, grafik i właścicielka studia projektowego Lines & Dots. Pojawiła się też Karolina Wierciak z Endorfina Wear, która opowiadała im, jak miłość do sztuki może zaowocować karierą w przemyśle modowym. Z kolei dzięki spotkaniu z Przemkiem Głową dowiedzieli się, że w ogóle istnieje taki zawód jak przewodnik miejski! I to wszystko wokół sztuki współczesnej. Jestem dumna, bo moje dzieciaki są w stanie rozpoznać prace Katarzyny Kozyry i wiedzą, jak powstał street art.

sztuka kultury z wizytą w TRAFO Trafostacji Sztuki (fot. Kinga Rabińska)

Czy projekty takie jak sztuka kultury mogą zmienić czyjeś życie?
Nie. Jeden projekt nic nie zmieni, może wręcz przynieść więcej szkody niż pożytku. Dlatego my nie kończymy na tym jednym działaniu, tak jak nim nie zaczęliśmy. Wierzę, że realną zmianę może przynieść długofalowe działanie, budowanie autentycznych relacji, słuchanie i dialog. Nie traktuję moich dzieciaków jako projektu do realizacji. Jeśli nie uzyskamy środków finansowych na kolejne działania, zrobimy coś innego. Cieszy mnie, że z częścią z nich pożegnam się w czerwcu, bo opuszczają Ośrodek. Mam nadzieję, że gdy wrócą do swojej codzienności, będą tęsknić do wspólnych działań i szukać ujścia swojej energii w tej formie. Póki co planujemy intensywny początek roku – chcemy wspólnie zredagować książkę i napisać kolejny projekt, tym razem fotograficzny. Każdy z nas dostał kiedyś szansę – dlaczego nie oni?

Dziękuję za rozmowę. Projekt "sztuka kultury" zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Komentarze