A co jest szczecińszczyzną? Spotkanie Przy Kominku

Gdzie leży Szczecin w świadomości Polaków? Czy jest dla nich czymś więcej, niż tylko prowincjonalnym miastem z niewykorzystanym potencjałem? Przyszedł czas na podsumowanie.  

Stowarzyszenie Dziennikarzy RP „Pomorze Zachodnie” i Euroregion Pomerania serdecznie zaprasza na październikowe spotkanie Przy Kominku, które odbędzie się w poniedziałek, 27 października 2014 r. o godzinie 18.00 w sali kominkowej Szczecińskiego Inkubatora Kultury. 

Gośćmi spotkania przy kominku będą m.in. prof. zw. dr hab. Kazimierz Kozłowski – historyk i archiwista, Kierownik Zakładu Historii Społecznej i Badań Regionalnych w Instytucie Politologii i Europeistyki Uniwersytetu Szczecińskiego; dr Paweł Bartnik, Stowarzyszenie Gmin Polskich Euroregionu Pomerania; dr Eryk Krasucki, Instytut Historii i Stosunków Międzynarodowych w Szczecinie; red. Bogdan Twardochleb, „Kurier Szczeciński”. W ostatnim czasie ukazało się wiele publikacji na temat naszego miasta – Szczecina. Szczególną uwagę przykuł tekst opublikowany w „Polityce” pod tytułem „Ujście Odry: jedyna polska kolonia”. To właśnie w nim, autor – Ziemowit Szczerek – porusza niezdefiniowane pojęcie „szczecińszczyzna”.

Spotkanie ma na celu podjęcie dyskusji ku określeniu z czym utożsamiany jest Szczecin w kraju i poza jego granicami. Co powoduje, że jest miastem niedocenianym i tak słabo identyfikowalnym? Jakie cechy są dla Szczecina charakterystyczne i czy ma słuszność Z. Szczerek twierdząc:

„Ciekaw byłem Szczecina. Rzadko tam się bywa. Bo na uboczu, bo trudno dojechać, bo dla Polski właściwie słabo istnieje. O Szczecinie, nie bójmy się tego powiedzieć, Polacy nie wiedzą wiele. Głównie to, że leży nad morzem. Co zresztą nie jest prawdą. Szczecin imprezował, był piątek wieczór. Po ulicy Księcia Bogusława snuł się podpity tłum: hipsterzy i dresy mieszali się ze sobą, jak dwie wpadające w siebie rzeki o różnych nurtach. Dresy – energiczni, rozkrzyczani, rozklęci; hipsterzy – rozleniwieni, noga za nogą, spokojni. Niespecjalnie widać tu było wpływy Berlina, do którego ze Szczecina jest ta słynna godzina drogi i do którego wszyscy podobno jeżdżą czerpać inspirację. Było tu bardzo polsko, wręcz modelowo polsko. Szyldoza, tandetna rewitalizacja i knajpiana globalizacja. Ledwie było spod tego wszystkiego widać szczeciński układ miejski, z którego miasto jest dumne. Rano poszliśmy tam, gdzie kiedyś znajdowało się stare miasto. Przez dawne centrum wyrąbano dwupasmówkę, którą od wody ciągnął wicher urywający łeb. Ale kawałek dalej, powoli, Szczecin zaczynał się miejsko regenerować, choć dość dziwacznie: tu i ówdzie, czasem wprost na klepisku, wyrastały budynki mające naśladować stare kamienice. Wyglądało to jak makieta, która ma ambicję zostać prawdziwym miastem, gdy dorośnie. Ale przyznać trzeba, że tworzył się nowy miejski lajfstajl. Siedziałem w ogródku kawiarni na «starym mieście» i gapiłem się na samochodziska sterczące za drucianą siatą jakiegoś parkingiszcza wstawionego tu z finezją ciosu w pysk. Oglądałem na smartfonie stare zdjęcia i wyobrażałem sobie, jak tu kiedyś musiało być pięknie. Na nabrzeżu stały kamienice, na wodzie unosiły się łodzie. Bez przesady, Amsterdam to to nie był, ale jednak klasa zupełnie inna niż dziś, 70 lat później. Miasto, odsunięte po wojnie od Odry, chętnie wróciłoby do niej znowu, ale wygląda na to, że już za późno. Nabrzeżne ulice zamieniono w dwupasmówki i cały romantyczny klimat diabli wzięli. Koniec ze spacerami, wulgarna pragmatyka wzięła górę i z miejsca, które mogłoby być wizytówką miasta, zrobiono rynnę dla rozpędzonych aut”.

Stowarzyszenie Dziennikarzy RP „Pomorze Zachodnie” i Euroregion Pomerania zapraszają wszystkich, którym jest bliski pozytywny wizerunek Szczecina do wspólnej dyskusji i twórczego myślenia, jak my obywatele możemy promować Szczecin, w kraju i nie tylko.

CO: Spotkanie Przy Kominku pod hasłem: A co z szczecińszczyzną?

GDZIE: Szczeciński Inkubator Kultury, aleja Wojska Polskiego 90

KIEDY: poniedziałek, 27 października, godz. 18.00

PRZYSTAŃ W INKU!

Komentarze